Polskie Elektrownie Jądrowe przyczyniają się do poznawania przeszłości Europy. Przy budowie elektrowni atomowej odkryto w Bałtyku, niedaleko Pobrzeża Słowińskiego, beczkę pełną żelaza, być może ze Szwecji. Znalezisko to pokazano w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku, które szczegółowo zbada ów niezwykły zabytek

Fot. Kazimierz Netka.

Natrafiono na oryginalny towar, będący przedmiotem handlu zagranicznego na Bałtyku około pół tysiąca lat temu

Chodząc po plaży czy kąpiąc się w Bałtyku, najczęściej marzymy o znalezieniu bryłki bursztynu. A niedaleko może znajdować się inny skarb, też historyczny. Bursztyn – wytwór natury, świadczy o tym co działo się na terenie naszego morza np. 40 milionów lat temu. Pracownicy spółki zatrudnionej przez Polskie Elektrownie Jądrowe do badan dna morza, znaleźli beczkę z zawartością najprawdopodobniej żelaza, co po badaniach może pozwolić na lepsze poznanie handlu zagranicznego w Europie na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych.

Napisaliśmy: prawdopodobnie żelaza, albowiem tego, co znajduje się w beczce, jeszcze dokładnie nie poznano. A może jest tam… złoto? Dowiemy się po zakończeniu analiz.

Fot. Kazimierz Netka.

Pierwszego publicznego „odsłonięcia” beczki dokonano 6 maja 2026 roku w Ośrodku Kultury Morskiej Narodowego Muzeum Morskiego (NMM) w Gdańsku. Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w tej prezentacji obiektu, który był przedmiotem międzynarodowej wymiany handlowej kilkaset lat temu.

Konferencją prasową kierował red. Łukasz Grygiel – rzecznik prasowy, Dział Promocji i Marketingu Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Na temat okoliczności odkrycia tego zabytku, a także planów badawczych, mówili m.in: dr Marcin Westphal – zastępca dyrektora ds. merytorycznych Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku; Daniel Skoczylas – archeolog Polskich Elektrowni Jądrowych, Dział Badań i Analiz Środowiskowych; dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Sekcji ds. Ochrony Morskiego Dziedzictwa Kulturowego NMM; Irena Rodzik z Działu Konserwacji Muzealiów NMM.

Fot. Kazimierz Netka.

– To co teraz robimy, to nie jest zabieg medialny, że nagle odsłaniamy to, czego nie widać – mówiła Irena Rodzik z Działu Konserwacji Muzealiów NMM, zdejmując z beczki wilgotne płótno. – Niezwykle ważne jest to, żeby nie przeschło drewno, które państwo zobaczą. Dlatego beczka cały czas jest w pojemniku z wodą. Natomiast jeśli jest wyciągana, musi być obłożona mokrym materiałem. Dlatego przyjechała do mas w ten sposób.

– Witam w Ośrodku Kultury Morskiej. Prezentujemy wyjątkowy obiekt – mówił, witając przybyłych, dr Marcin Westphal – zastępca dyrektora ds. merytorycznych Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. – To jest dla nas troszeczkę zagadka, no bo musimy ten obiekt zbadać. Będziemy starali się ustalić datację. Na razie datujemy go wstępnie na okres między XV a XVII wiekiem, ale o tym może jeszcze za chwilę nasi specjaliści powiedzą więcej.
Na pewno jest to dla nas duża ciekawostka historyczna, bo nie ma zbyt wielu takich obiektów w naszych zbiorach, nie ma na naszych wodach. No więc jest to jest duża ciekawostka dla nas. Jest też tutaj znak kupiecki, tak zwany merk, czyli znak własnościowy. Być może uda nam się ustalić do kogo ten ładunek należał. Dlatego jest to obiekt historyczny o dużej wartości dla nas. Może on w tej chwili nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Jeszcze sporo pracy przed nami, nasi konserwatorzy będą mieli na pewno dużo do zrobienia – powiedział dr Marcin Westphal – zastępca dyrektora ds. merytorycznych Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

– Beczka została odkryta przy okazji badań UXO, czyli rozpoznania saperskiego dna Bałtyku przy budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, niedaleko Choczewa, kilkanaście metrów od brzegu plaży choczewskiej – powiedział Daniel Skoczylas – archeolog Polskich Elektrowni Jądrowych, Dział Badań i Analiz Środowiskowych. – To jest znalezisko pojedyncze, natomiast badania trwają, więc nie wykluczamy jeszcze pojawienia się innego materiału zabytkowego. W obszarze badań nie odkryliśmy pozostałości po żadnym statku, więc tak jest taka możliwość, że sztorm ją przyniósł. Dbałość o dziedzictwo kulturowe jest bardzo ważnym aspektem. Podczas prac przy budowie elektrowni jak i na morzu tak i na lądzie mamy stały nadzór archeologiczny. Tutaj działamy we współpracy z Narodowym Muzeum Morskim, jak i z archeologiem podwodnym, który sprawdza i informuje nas o potencjalnych znaleziskach archeologicznych.
Nigdy tego nie można wykluczyć że cos jeszcze zostanie znalezione. Badania trwają, mamy rozpoznanie ferromagnetyczne, więc teraz jesteśmy na etapie sprawdzania i wydobywania przedmiotów.
Na lądzie rozpoznaliśmy na razie jedynie obiekty drugowojenne. Działamy w oparciu o opinię konserwatorską, według której przeprowadziliśmy najpierw sondaże archeologiczne tych potencjalnych stanowisk archeologicznych. Te, które zostały potwierdzone pozytywnie, zostały przebadane ratowniczymi badaniami. Zabytki ruchome zostały wydobyte, natomiast obiekty związane z działalnością drugowojenną zostały zadokumentowane. Mamy pozostałość zabytków nieruchomych: karabinu mauser, trochę łusek. Z obiektów – są to ziemianki oraz stanowiska ogniowe. Po znalezisku mausera można przepuszczać, że to są niemieckie – stwierdził Daniel Skoczylas – archeolog Polskich Elektrowni Jądrowych, Dział Badań i Analiz Środowiskowych.

– Generalnie mamy tutaj do czynienia z bardzo ciekawym znaleziskiem – oceniła dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Sekcji ds. Ochrony Morskiego Dziedzictwa Kulturowego NMM. – Do tej pory odkryto w polskich obszarach morskich tylko dwa wraki z takimi ładunkiem. To był XV-wieczny wrak miedziowca i z XVII wieku wrak statku handlowego nazywanego przez nas rudowcem, niedaleko portu gdańskiego.

Fot. Kazimierz Netka.

I właśnie na tym drugim wraku z XVII wieku odkryto podobne beczki sosnowe z ładunkiem bryłek żelaza tak zwanego osmundu szwedzkiego i między innymi na tych beczkach właśnie znajdują się podobne marki kupieckie. Prawdopodobnie właśnie są one oznaczeniami, do kogo należał zakupiony ładunek.

W tym przypadku jest beczka o tyle ciekawa, że oznaczenia są z dwóch stron, więc mogą to być zarówno oznaczenia osoby sprzedającej i kupującej albo wytwórcy beczki. Jesteśmy w trakcie badania.

Jak widać, beczka dopiero będzie przechodziła dokładne badania rentgenowskie, konserwacje, wymaga oczyszczania z osadów dennych, z organizmów żywych, więc dopiero po dokładnej dokumentacji będzie można coś więcej powiedzieć.

Dla nas jest to bardzo cenne znalezisko, gdyż mamy nadzieję na trzeci wrak z takim ładunkiem dla nas cennym, dla inwestorów może mniej ten przypadek byłby korzystny, natomiast moim zdaniem znalezisko jest wyjątkowe. W okolicy Szwecji i na pograniczu wód niemiecko – szwedzko – polskich są pojedyncze wraki takie odkryte, natomiast jest to o tyle ciekawe, że one wyznaczają pewien kierunek rozprzestrzeniania tego ładunku – właśnie żelaza szwedzkiego w krajach europejskich i w większych portach europejskich, więc dla nas jest to ładunek czy znalezisko bardzo ciekawe, bo dostarcza nam informacji właśnie i o tym handlu, i o oznaczaniach ładunku na statkach właśnie tych późnośredniowiecznych, wczesnonowożytnych. Generalnie nie są to znaleziska pojedyncze, więc spodziewamy się dalszego ciągu. Beczka wazy 216 kilogramów.

Są prowadzone badania nad osmundem szwedzkim z XVII wieku. W tym roku jest planowana publikacja taka międzynarodowa na temat handlu osmundem. Jeśli uda się wydłubać część tego ładunku, część tych bryłek żelaznych, to będziemy w kontakcie z kolegami ze Szwecji i postaramy się o takie analizy dokładne dotyczące pochodzenia tego żelaza – powiedziała dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Sekcji ds. Ochrony Morskiego Dziedzictwa Kulturowego NMM.

Fot. Kazimierz Netka.

– Tak jak państwu mówiłam, bardzo ważne jest, że przy tych pracach, które już zaczęliśmy, ważne jest to, żeby absolutnie nie uległa degradacji ta warstwa drewniana – mówiła Irena Rodzik z Działu Konserwacji Muzealiów NMM. – Dlatego, że jej przesuszenie powodowałoby to, że nie moglibyśmy dalej konserwować. Na to musimy bardzo uważać, prowadząc inne badania.

Zaczynamy od badań, które nam pomogą w podjęciu decyzji, jak będzie wyglądał proces konserwacji, ale będą to również badania, które – mam nadzieję – pomogą nam opowiedzieć trochę więcej o tej beczce. Wiemy już, że na pewno drewno jest iglaste. Nie chcę jeszcze mówić tak jednoznacznie jakiego typu, dlatego że w momencie kiedy będziemy rozbierali tę beczkę, będziemy mogli spojrzeć z innej perspektywy na budowę tego drewna, ale na pewno jest to drewno iglaste.

Pierwszym etapem po zdjęciu będziemy bardzo delikatnie oddzielać drewno od metalu, dlatego że konserwacja tych dwóch rzeczy razem jest niemożliwa – byłaby nawzajem dla siebie szkodliwa. Najpierw sprawdzimy jak mocny jest stopień degradacji tego drewna, żeby dobrać metody konserwacji. Cała przygoda zacznie się w momencie, kiedy zdejmiemy drewno. W tym momencie chcemy zajrzeć do środka tej bryły, nim ją zaczniemy rozwijać, rozbierać. Będziemy próbowali zrobić badania rentgenowskie. Mamy taką pracownię, z bardzo silną lampą rentgenowską, natomiast jeszcze w tej naszej dziesięcioletniej historii tej pracowni nie mieliśmy tak grubej i tak dużej bryły, więc nie wiemy czy ona pozwoli nam zajrzeć do środka.

Będziemy próbowali robić zdjęcia pod różnymi kątami, żeby zobaczyć, jak ułożone są bryłki, czy może jest jeszcze coś innego w środku. I te zdjęcia rentgenowskie pozwolą nam ustalić dalszy plan konserwacji: w jaki sposób rozdzielać tę zawartość. Na pewno już do tych elementów metalowych będą prowadzone badania składu pierwiastkowego, które też być może doprowadzą nas do tego, gdzie skąd i co to jest za metal. Tak że takie rzeczy przed nami; będzie to długa przygoda i pewnie pełna niespodzianek.

Gdyby był to dąb, mielibyśmy tutaj olbrzymie źródło wiedzy, które mówiłoby, gdzie i kiedy było ścięte; przy drzewie iglastym jest to dużo trudniejsze. Nie chcę powiedzieć, że na pewno nie, zobaczymy. Zrobiliśmy tylko pierwsze badania potwierdzające, że jest to drewno iglaste – powiedziała Irena Rodzik z Działu Konserwacji Muzealiów NMM.

Oto szczegółowe wiadomości, które przekazał nam red. Marcin Skolimowski – rzecznik prasowy Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ):

Zabytkowy obiekt odnaleziony w trakcie prac morskich przy projekcie elektrowni jądrowej

Na cenne znalezisko o charakterze historycznym natrafiono podczas prac prowadzonych w ramach projektu pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. W trakcie przygotowań dna morskiego na potrzeby projektowania i realizacji systemu doprowadzenia wody chłodzącej odkryto zabytkową, kilkusetletnią drewnianą beczkę. Przedmiot jest wstępnie datowany na okres od XV do XVII wieku. Zdaniem ekspertów znalezisko może przyczynić się do poszerzenia wiedzy na temat handlu bałtyckiego w późnym średniowieczu lub wczesnej epoce nowożytnej.

Zdjęcie dostarczone przez wykonawcę – Baltic Diving Solutions Sp. z o .o.

Beczkę odnaleziono w trakcie rozpoczętej w marcu 2026 r. kolejnej kampanii badań UXO (ang. Unexploded Ordnance) realizowanej w ramach przygotowywania morskiej części projektu elektrowni jądrowej. Kampania ma na celu wykrycie i neutralizację obiektów potencjalnie zagrażających realizacji inwestycji, w tym odpadów ferromagnetycznych, niewybuchów oraz niewypałów na obszarach przeznaczonych pod budowę elektrowni jądrowej wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Jej wyniki zostaną wykorzystane podczas bezpiecznego projektowania i budowy systemu doprowadzenia wody chłodzącej. Prace w ramach kampanii UXO realizowane są przez wyspecjalizowane zespoły z wykorzystaniem badań geofizycznych oraz analiz historycznych, a w razie potrzeby obejmują również bezpieczne usuwanie potencjalnie niebezpiecznych obiektów.

– Jednym z wyzwań przy realizacji projektu budowy pierwszej polskiej Elektrowni Jądrowej jest identyfikacja, bezpieczne wydobycie i zabezpieczenie spoczywających na dnie Bałtyku zabytkowych obiektów. Jesteśmy przygotowani na różne ewentualności. Przede wszystkim w tym obszarze dbamy o ochronę dziedzictwa kulturowego. Prowadzimy wiele monitoringów, zatrudniamy doświadczonego archeologa, współpracujemy z wykonawcami, którzy wspierają nas w zarządzeniu znaleziskami. Ponadto dopełniamy wymaganych działań względem służb konserwatorskich, a także pozostajemy w kontakcie z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańskupowiedział dr hab. Grzegorz Matusik, dyrektor Pionu Zgód Inwestycyjnych Polskich Elektrowni Jądrowych.

Zdjęcie dostarczone przez wykonawcę – Baltic Diving Solutions Sp. z o .o.

Znalezisko zostało zabezpieczone i przekazane do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie zostanie poddane specjalistycznym analizom i konserwacji. Według wstępnych hipotez odkrycie może być pozostałością ładunku jednego z późnośredniowiecznych lub wczesnonowożytnych statków żeglujących po Bałtyku. Beczkę odnaleziono na głębokości około 19 metrów, metr pod dnem morskim, skąd została wydobyta przez nurków pod nadzorem archeologa podwodnego. Obiekt, wstępnie datowany na XV–XVII wiek, ma około 70 cm wysokości, 40 cm średnicy i waży 216 kg. W beczce najprawdopodobniej znajdują się bryłki żelaza typu osmund, a na denku zachowały się znaki kupieckie (tzw. merki). Takie znaki własnościowe były powszechnie stosowane do znakowania towarów ładowanych na statki do końca XVII wieku.

Odnaleziona beczka to cenny zabytek, który doskonale wpisuje się w znany nam kontekst bałtyckiego handlu żelazem. Pomimo braku części klepek zachowały się dennice ze znakami własnościowymi, których forma i sposób wykonania wykazują wyraźne analogie do oznaczeń znanych z badanych przez muzeum wraków XV-wiecznego statku handlowego tzw. „Miedziowca” czy wraku XVII-wiecznego „Rudowca”. Obydwa statki przewoziły niegdyś m.in. beczki z osmundempowiedziała dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

Jak podkreśla dr Anna Rembisz-Lubiejewska, charakter ładunku wskazuje, że beczka może zawierać skorodowane bryłki żelaza typu osmund – surowca przeznaczonego do dalszej obróbki kowalskiej, powszechnie używanego od średniowiecza do XVII wieku. Osmund, wytwarzany był w procesie fryszerskim i w dużych ilościach był sprowadzany m.in. ze Szwecji do Gdańska, gdzie był przerabiany w lokalnych hamerniach. Takie znaleziska – zwłaszcza w kontekście odkryć wraków z osmundem dokonanych w ostatnich latach w morskich obszarach Szwecji i Niemiec pozwalają lepiej poznać sposoby znakowania ładunków, organizację transportu morskiego oraz przebieg kluczowych szlaków handlowych łączących niegdyś największe miasta portowe Bałtyku.

Polskie Elektrownie Jądrowe sp. z o.o. to spółka odpowiadająca m.in. za przygotowanie procesu inwestycyjnego i pełnienie roli inwestora w projekcie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej o łącznej mocy zainstalowanej 3,75 GWe w oparciu o bezpieczne, sprawdzone, wielkoskalowe, wodne ciśnieniowe reaktory jądrowe generacji III (+) oraz jej ewentualną przyszłą eksploatację. Spółka wspiera też administrację rządową w działaniach na rzecz realizacji Programu polskiej energetyki jądrowej i rozwoju programu energetyki jądrowej wykorzystywanej do celów cywilnych oraz cywilnego przemysłu jądrowego w RP. Więcej informacji: www.pej.plnapisał red. Marcin Skolimowski – rzecznik prasowy Polskich Elektrowni Jądrowych.

Kazimierz Netka

Proszę, czytaj również na portalu: Pulsarowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *