
Fot. Kazimierz Netka.
Polski Herkules polarny. Czy znajdzie bramę do wnętrza… ziemi?
„To ja zarządzam strachem, a nie strach mną”.
Jeden z najsłynniejszych podróżników świata, Polak, Marek Kamiński, wyruszył na kolejną swą polarną wyprawę. Przed wylotem na Grenlandię 4 kwietnia 2025 roku, spotkał się ze swymi sympatykami w Porcie Lotniczym Gdańsk im. Lecha Wałęsy. Ta eskapada, zwana No Limit Greenland Expedition, jest próbą generalną przed kolejnymi odwiedzinami Antarktydy i marszem do Bieguna Południowego, albo nawet przejściem całej Antarktydy. Spotkanie prowadziła red. Agnieszka Michajłow – rzecznik prasowy Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy.
Fot. Kazimierz Netka.
– Witam w imieniu Portu Lotniczego, a także prezesa Tomasza Kloskowskiego, który nie mógł przybyć, ale dziękuje za książkę, którą otrzymał w prezencie. Witam legendarnego podróżnika. Na samym początku mojej pracy dziennikarskiej, to pan Marek Kamiński właśnie szedł…
– Cały czas idę – dodał Marek Kamiński.
– Jak wiem, że pan cały czas idzie i się nie zatrzymuje. Zapraszam w takim razie. Dziękuję, że jesteście – powiedziała red. Agnieszka Michajłow.
– Witam państwa serdecznie – kontynuował swą opowieść Marek Kamiński. – Powiem jaki jest sens tej wyprawy na Greenlandię: No Limt Greenland Expedotion, a potem No Limit South Pole albo może South Trans Antarctic – zobaczymy jeszcze czy to będzie trawers czy też sam biegun południowy – usłyszeli uczestnicy konferencji.
Fot. Kazimierz Netka.
– Jestem dzisiaj po walce z Przemkiem Saletą – opowiadał pan Marek. – Wczoraj miałem pierwszą w życiu walkę w prawdziwym ringu, trzy rundy, z legendą boksu i kick boxingu, z zawodowym mistrzem świata – z Przemkiem Saletą. To było dla mnie niezwykłe przeżycie. Poznaliśmy się 30 lat temu i się wtedy zaprzyjaźniliśmy. Przemek powiedział, że to będzie dla mnie niezwykłe doświadczenie, ale też że nie będzie mnie oszczędzał i nie będziemy udawać. Jest profesjonalistą. Oczywiście, na pewno nie użył całej swej mocy, ale była to prawdziwa walka. To tak, jak znaleźć się w ringu z niedźwiedziem polarnym albo z lwem. Na pewno się bałem. Takie myśli mi przychodziły: a może jednak powiem, że odpuszczam… Ale chodziło o charities…
Fot. Kazimierz Netka.
To jest normalne, że trochę się boję. Stając przed takimi wyzwaniami jak Antarktyda czy Grenlandia, człowiek ma pokorę; nie jest robotem, automatem, że musi coś zrobić. Ale też dlatego, jakie jest odczucie psychiczne i jak sobie radzimy z takimi myślami, które się pojawiają: boję się, ale to ja zarządzam strachem a nie strach mną, to myślę, że tak jest na każdym polu życia, pracy zawodowej, wszędzie. Stajemy przed wyzwaniami, możemy je podjąć albo się przestraszyć, a potem odpuścić. Ja uważam, dobrze jest się bać, mieć pokorę ale też dobrze podejmować wyzwania.
Jestem po walce; była super, jedna z ważniejszych w moim życiu. Na pewno zrobimy rewanż.
Przede mną wyzwania także w ringu, bo w życiu dobrze mieć wyzwania. Ważny jest cel: ta droga, trening to wszystko jakby ma sens. Dalej będę podróżował tą drogą w ringu po to, żeby budować
1000 różnych ciosów – tego trzeba się podziewać na Antarktydzie
Fot. Kazimierz Netka.
Teraz najważniejszym wyzwaniem w tym roku, które się wiąże z tym, co robię w Fundacji, też jest wyprawa na Biegun Południowy: No Limit South Pole Expedition, czy South Transantarctica może, czyli trawers Antarktydy czyli coś, czego nie zrobiłem właśnie 29 – 30 lat temu. To byłaby duża, duża wyprawa. Żeby tę wyprawę zrobić, żeby przejść 1600 km na Antarktydzie, muszę mieć super formę, muszę być w takiej formie jak 30 lat temu, muszę mieć odpowiedni sprzęt. Telefon nie wyciągnie nas ze szczeliny. A więc muszę też być super sprawny i super poruszać się w tych rutynach, które są związane z tym, żeby przeżyć na Antarktydzie. I do tego potrzebny jest trening. Uznałem, że elementem tego treningu jest właśnie walka bokserska, ponieważ ona odbudowuje formę, potrzebną do ciągnięcia sanek, które ważą 1000 kilo, potrzebna jest super forma fizyczna i wytrzymałość. Tę wytrzymałość świetnie się buduje podczas treningu bokserskiego, bo i ręce i nogi pracują prawie tak, jak na nartach gdy się idzie i ciągnie sanie, Ale też wyjście na ring, takie symboliczne jest zmierzeniem się właśnie z Antarktydą. Ale ona ma inne oblicze i za każdym razem możemy być znokautowani. Ja byłem raz znokautowany przez Antarktydę więc coś o tym wiem, że to co jest na ringu to na Antarktydzie można być znokautowanym na 1000 sposobów, 1000 różnych możliwych ciosów, haków, sierpów.
Są to te treningi i takim elementem jest ta sprawa No Limit Greenland. Przez Arctic Circle Trail i Qaanaaq – najbardziej wysuniętą na północ miejscowość w Grenlandii.
Fot. Kazimierz Netka.
Opowiadając o swojej wyprawie na Grenlandię, Marek Kamiński wspomniał o swej książce – thrillerze pt. „Polaris“. Akcja tej powieści dzieje się na Grenlandii i jest też nawiązanie do krainy o nazwie Agartha, gdzie podobno przebywa też Godzilla. Jest też o Towarzystwie Thule, które powstało w Monachium podczas I wojny światowej i było wykorzystywane przez nazistów. Marek Kamiński zamierza odwiedzić miejsca opisane w „Polaris“. Według niektórych fantastycznych teorii, na biegunach znajdują się wejścia do wnętrza Ziemi. Czy więc Markowi Kamińskiemu uda się takie wejścia znaleźć?
Propozycja od armii NATO
– Z biegunami jest jak z obieraniem cebuli, gdy odsłania się kolejne warstwy. Ja byłem na biegunach 30 lat temu i wydawało mi się, że wszytsko wiem o biegunie. Doszedłem jako pierwszy człowiek na świecie w jednym roku na dwa bieguny. Takie zdanie kiedyś przeczytałem, że kto odkrył tajemnice biegunów, odkryje tajemnice świata. Ale właśnie, im więcej tych warstw zdejmowałem przy następnych wyprawach, tym bardziej właśnie się okazywało, że nie wiedziałem. Te bieguny są pewną tajemnica. Potem ta Antarktyda. To będzie służyło odkrywaniu tych tajemnic.
Fot. Kazimierz Netka.
Po co jeszcze mam iść na biegun kolejny raz?
Tak sobie myślę, że najważniejsze wyprawy: zdobycie biegunów w jednym roku, a druga wyprawa z Jankiem Melą. Pomimo że miejsce takie same, to były zupełnie inne wyprawy, mimo że geograficznie było to to samo miejsce. Wierzę, że to człowiek właśnie nadaje znaczenie światu i swemu życiu, ale też przestrzeni, w której żyje. Stąd biegun; można powiedzieć, że mnie zawołał. Przez różne też projekty miałem zapytanie, propozycję z jednej armii NATO żeby poprowadzić żołnierzy na Biegun Południowy. Potem wszystko się przeciągało ja stwierdziłem, że nie potrzebuję nikogo żeby pójść na Biegun; sam mogę pójść, jeszcze ten biegun mnie woła, stąd właśnie na Biegun Południowy, stąd też takie gruntowne przygotowania.
Fot. Kazimierz Netka.
Antarktyda mnie znokautowała. Wiatr 150 – 200 km na godzinę, porwał mnie ze spadochronem i straciłem przytomność. Byłem ciągnięty przez spadochron, a gdy się obudziłem, nie wiedziałem dokładnie gdzie jestem, dosłownie zostałem znokautowany przez Antarktydę. Miałem takie obrażenia dosyć lekkie, miałem wstrząs mózgu prawdopodobnie, ale ruszyłem dalej. Byłem w stanie kontrolować drogę i doszedłem na Biegun Południowy. To było 30 lat temu. – opowiadał Marek Kamiński.
Dyscyplina wytrzymałość, psychika – ważne dla młodzieży
Te rzeczy: wczoraj walka z Przemkiem, dzisiaj Grenlandia. Po drodze będzie jeszcze Oslo. Wszystko co robię służy budowaniu odporności psychicznej młodzieży. Jest to element właśnie budowania świadomości, że to od nas zależy co zrobimy ze swoim życiem. Taka wyprawa, jak z Jankiem Melą zachęciła osoby niepełnosprawne do tego, żeby przekraczały swoje granice. Ja teraz zauważyłem, że ten typ niemocy, że nie wierzymy w swoją wartość, że uzależniamy swoją wartość od innych ludzi, że uzależniamy swoją wartość od zewnętrznego świata, że teraz jakby każdy ma ten deficyt, to myślę, że ta wyprawa może też być inspiracją dla każdego, niezależnie od tego w jakim jest wieku, w jakiej kondycji. Byłem w słabej kondycji kiedy przyjąłem zaproszenie do walki z Przemkiem, a jednak przez 3 miesiące przygotowałem się.
Dyscyplina wytrzymałość, psychika – są ważne. Nie wystarczy jedna z tych rzeczy. Stąd też nasze programy, ćwiczenia, notebooki dla młodzieży, dla dorosłych, Te wyprawy są po pierwsze potwierdzeniem tego co piszemy i mówimy. Wczoraj potwierdziłem to wobec siebie, dałem radę wytrzymać trzy rundy z Przemkiem. Po drugie, nie najważniejsze jest zwycięstwo tak naprawdę, ale najważniejsze jest to, żeby podjąć wyzwanie i żeby wytrzymać właśnie, i żeby się czegoś z tego nauczyć. A po trzecie właśnie, ani wiek, ani nasza sytuacja, ani też to co o sobie w tej chwili myślimy, nie jest przeszkodą żeby być lepszym – jeśli chcemy oczywiście – bo możemy mieć swoją najlepszą kwestię już w tej chwili, a jeżeli czujemy że nie, to żeby obrać lepszą strategię dla siebie – mówił marek Kamiński.
23 dni na Grenlandii. Mam nadzieję, że wrócę cały i zdrowy. Potem jeszcze trening w Norwegii. Antarktyda to listopad – grudzień – styczeń, czyli 2025 – 2026. Razem z wylotami to około 3 – 4 miesięcy.
Od jaguarów do białych niedźwiedzi
Na Grenlandii Marek Kamiński przejdzie 150 – 200 km. Będzie się uczył języka grenlandzkiego, żeby porozmawiać z tamtejszymi mieszkańcami. Pragnie lepiej poznać życie Inuitów. Będzie pisał kolejną książkę. Odwiedzi Thule oraz miejscowości, w których znajdują się bazy wojsk amerykańskich.
Oczywiście boi się niedźwiedzi polarnych. Dlatego, zaraz po przybyciu na Grenlandię kupi broń. Można ją dostać bez zezwolenia, nawet w sklepie spożywczym. Dzikie zwierzęta są niebezpieczne. Marek Kamiński podczas konferencji w Porcie Lotniczym Gdańsk wspominał swe spotkanie z dwoma jaguarami, na granic Meksyku i Gwatemali.
– Jaguarom patrzyłem w oczy. Nic mi nie zrobiły. Widocznie były najedzone, ale się nie bałem, nie uciekałem, więc nie wydzielałem feromonów strachu. Może miałem za mało czasu żeby się przestraszyć. Pomyślałem, że nie będę się bał bo i tak nie mogę nic zrobić. To było na granicy Meksyku i Gwatemali w ruinach miasta Majów. Opisałem to w książce „Marek i czaszka jaguara“. Jako dziecko miałem 7 kotów i te koty mnie lubiły i tak myślałem, że te jaguary… Ale przyznam, że codziennie widzę twarze jaguarów, jak myję zęby. One wracają. To było ciekawe spotkanie – powiedział Marek Kamiński.
Fot. Kazimierz Netka.
Na Grenlandii nasz podróżnik, wędrowiec, będzie testował kran ogrodowy, mrozoodporny. Urządzenie to przekazała Markowi Kamińskiemu Lilianna Barnecka – przedstawicielka firmy Invena – sponsorującej wyprawy.
Kazimierz Netka
Proszę, czytaj również na portalu: Pulsarowy.pl