Konflikty interesów na Bałtyku. Sytuacja na polskim morzu przypomina nieco nastroje, jakie były w USA, gdy dzielono ten kraj pomiędzy farmerów, poszukiwaczy złota, ropy naftowej.

Na zdjęciu: O problemach związanych z wykorzystaniem Bałtyku mówi Anna Stelmaszyk-Świerczyńska – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, kierownik projektu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich, na spotkaniu konsultacyjnym. Fot. Kazimierz Netka.

Na Bałtyku są konflikty interesów między tymi, którzy już morskie działki na polskiej części morza dostali, albo użytkują i tymi, którzy pragną na Bałtyk wejść. Teraz powoli następuje porządkowanie użytkowania owego terytorium, czyli trwa konstruowanie planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich (PZPPOM).

Jak urządzić polskie morze? Pokaże to, powstający właśnie, pierwszy w historii, plan zagospodarowania naszej części Bałtyku.

Nad projektem tego dokumentu pracuje konsorcjum naukowców z Instytutu Morskiego w Gdańsku i Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. Kierownikiem całości jest zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni.

Wspomniane wydarzenia są historyczne, bo pierwsze w naszych dziejach. Koncentrują się na północy, od granicy z Niemcami w okolicy Świnoujścia do granicy z Rosją w Krynicy Morskiej. Tamtejsze społeczności uczestniczą w niezwykle ważnej procedurze: w projektowaniu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich. Opracowanie tego dokumentu jest ważne nie tylko dla całego naszego kraju, a także dla zagranicy. To niemal pionierskie przedsięwzięcie o takiej dokładności w skali Europy i świata.

17 października 2017 roku w Morskim Instytucie Rybackim w Gdyni dyskutowano o tym, jak pogodzić interesy właścicieli przyszłych morskich farm elektrowni wiatrowych, rybaków, żeglugi towarowej i pasażerskiej, turystyki oraz zapewnienia bezpieczeństwa. Szczegółowy harmonogram działań przedstawia poniższa ilustracja:

 

Na ilustracji: Slajd z prezentacji pt. „Przebieg procedury planistycznej” która przedstawiła Anna Stelmaszyk-Świerczyńska – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, kierownik projektu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich, na spotkaniu konsultacyjnym.

Kto by pomyślał, jeszcze 10 lat temu, że na tak rozległym terenie, jakim jest morze, zrobi się ciasno? Kiedyś Bałtyk znano z plaż, z rybołówstwa, żeglugi oraz Marynarki Wojennej. Potem pojawiło się górnictwo podmorskie. Dzisiaj, trzeba tam, na Bałyku, wprowadzić regulację ruchu oraz interesów. Taką regulacją ma być własnie plan zagospodarowania przestrzennego, który wskaże, kto, co, gdzie, w jakich okolicznościach i kiedy może robić. Takie prognozowanie, co jest, co będzie najlepsze, nie jest łatwe.

– Konstruujemy ten dokument w szerszym gronie ekspertów i rzeczywiście jest to ogromne wyzwanie bo nikt przed nami tego w Polsce nie robił – powiedział nam prof. Jacek Zaucha – pracownik naukowy w Instytucie Morskim, kierownik zespołu projektowego planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000. – Tworzymy zręby pewnego systemu myślenia jak morze ma wyglądać. Tutaj jest niebezpieczeństwo, dlatego, że wprawdzie formalnie taki plan ma horyzont czasowy 10-letni, a po 10 latach zostanie oceniony i będziemy się zastanawiali czy on jest sensowy, ale on tworzy podwaliny pod dużo dłuższy rozwój, bo pewne rzeczy zostaną przesądzone. Gdy powstaną farmy wiatrowe, będą funkcjonowały jeszcze po 10 latach.

 

Fot. Kazimierz Netka

Główną trudnością jest przewidzenie tej przyszłości długofalowej, dlatego, że w tej chwili wiemy, ze port w Ustce chce się rozwijać; super, pragniemy wziąć to pod uwagę ale może się okazać, że na przykład w jakimś innym miejscu, chociażby przy elektrowni jądrowej powstanie nowy port do jej obsługi i w tym monecie jakby szlaki się zmienią. To jest rzeczywiście trudne, bo pod tym względem sytuacja na morzu może być nawet bardziej dynamiczna niż na lądzie.

 

Na ilustracji: Slajd z prezentacji pt. „Plan zagospodarowania przestrzennego Polskich Obszarów Morskich – PZPPOM wersja „0”, którą przedstawił prof. Jacek Zaucha z Instytutu Morskiego, kierownik Zespołu Projektowego Planu Konsorcjum IMG i MIR Instytutu Morskiego w Gdański i Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni.

Po drugie, kwestie handlu morskiego, kwestie rozwoju gospodarczego na Bałtyku też nie są do końca przewidywalne. Trudno powiedzieć, jakie będzie natężenie ruchu pomiędzy polskimi portami a szwedzkimi na przykład za 10 lat. Przykład tej linii promowej, która funkcjonuje między Gdynią i Karlskroną jest ewidentny. Przez kilka lat nie mogła wyjść, ale jak wystartowała – okazała się dochodowym przedsięwzięciem, a tak było, że inwestor się wycofywał; stworzona została nowa rzeczywistość. Jest nam bardzo trudno powiedzieć, w jaki sposób na to, co się tutaj dzieje z żeglugą, wpłyną inwestycje niemieckie związane z budową tunelu pod Bełtem. W tym momencie droga lądowa też się udrożni, a w tej chwili nasze połączenia Gdynia – Karlskrona i Świnoujście – Ystad są dość konkurencyjne, ale to jest wszystko dynamiczne.

Jeśli patrzeć na kwestie energetyki – farm wiatrowych – tam jest ogromna liczba znaków zapytania. Plan może zarezerwować teren pod te farmy, ale może się okazać, że te farmy tam nie powstaną, bo nie będą miały możliwości przyłączenia do systemu na lądzie.

 

Na zdjęciu, na ekranie: Przesmyk dla statków, między obszarami morskich farm elektrowni wiatrowych. Fot. Kazimierz Netka

Mamy wiele innych znaków zapytania na przykład, czy jednak nie powstaną realne techniki pozyskiwania energii z fal, co może się zdarzyć, Energia pływowa jest już dość mocno zaawansowana, a z fal jeszcze nie, ale nie wiemy co się stanie za 10 – 15 lat. Tak samo, jak nie wiemy, jak zmiany klimatyczne wpłyną np. na turystykę nadmorską. Może się okazać, że nad Bałtykiem turystyka stanie się jedną z najatrakcyjniejszych w Europie, a może się okazać, że wskutek zmian klimatycznych Bałtyk wcale już tak nie będzie przyciągał turystów. To trochę próba przewidzenia i dlatego przyjęliśmy zasadę, by planowanie było elastyczne, czyli jest próbą minimalizacji błędów planistycznych. Polega to na zaplanowaniu w tej chwili tego, co musi być zaplanowane, ale zostawieniu możliwości pójścia w różnych kierunkach w przyszłości i to chcemy w planie uwzględnić. Czyli wiemy, że farmy powinny powstać bo to wynika ze wszystkich decyzji, które wokół nas istnieją,a to znaczy, że musimy chronić klimat, że mamy potrzebę produkcji energii tego typu, ale kolejny problem: jeśli powstaną te wszystkie farmy wiatrowe, to na lądzie powinna powstać energetyka, która będzie zabezpieczała sytuację, gdy wiatru będzie nieco mniej, a może powstaną bardzo wydajne źródła gromadzenia energii i w tym momencie nie będzie problemem to, że farmy wiatrowe mają raz większa raz mniejszą wydajność, bo tę energię będzie można gromadzić.

Cały rozwój komunikacji elektrycznej samochodów idzie w takim kierunku, że trzeba stworzyć możliwość gromadzenia prądu na dłużej niż to ma miejsce obecnie, by samochód na jednym ładowaniu przejechał zamiast 100 km, nawet 600 km i żeby szybko ładował akumulatory.

Farmy wiatrowe mogą być stacjami dla statków z napędem elektrycznym – stacjami tankowania energii elektrycznej dla statków pływających, to więc jest niesamowita wizja, o której w tej chwili nikt nie mówi, a tak może się stać, jeśli statki rzeczywiście będą elektryczne, jeśli te źródła będą takie, że statek będzie w stanie przepłynąć na energii elektrycznej sporą odległość, to farmy mogą mieć zupełnie inną funkcję niż mają dzisiaj. To jest fascynujące przedsięwzięcie z tego powodu – powiedział nam prof. Jacek Zaucha – pracownik naukowy w Instytucie Morskim, kierownik zespołu projektowego planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000.

 

Fot. Kazimierz Netka

Dyskusja, jaką zorganizowano 17 października 2017 roku w Morskim Instytucie Rybackim nad zapisami w projekcie planu zagospodarowania przestrzennego obszarów morskich dotyczyła głównie warunków dopuszczenia ruchu jednostek pływających przez obszar morskich farm wiatrowych ( np. jednostek rybackich, handlowych, turystycznych, ratowniczych). O zorganizowaniu tej dyskusji zadecydowano podczas spotkania konsultacyjnego, jakie odbyło się 4 października w Słupsku.

W Gdyni o projekcie planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000 mówili m.in.: prof. Jacek Zaucha z Instytutu Morskiego, Anna Stelmaszyk-Świerczyńska – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, Magdalena Matczak z Instytutu Morskiego w Gdańsku, prof. Iwona Psuty – zastępca dyrektora Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. W debacie uczestniczyli m.in. reprezentanci przedsiębiorstw planujących budowę morskich farm elektrowni wiatrowych, i elektrowni jądrowej, Grupy Lotos, portów morskich, Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, uczelni, instytutów, administracji morskiej, rybacy, armatorzy. Głos mógł zabrać każdy, kto przybył na to spotkanie konsultacyjne.

Z wypowiedzi uczestników spotkania, jednoznacznie wynikało, że na polskim morzu robi się coraz ciaśniej. To grozi zaistnieniem chaosu, a co się tym wiąże – może pogorszyć się bezpieczeństwo żeglugi. Dlatego, trzeba owo morskie terytorium uporządkować, podzielić, by pogodzić interesariuszy. Jednym z ważniejszych obiektów w tej procedurze zaspokajania pragnień użytkowników polskiej części Bałtyku będzie miasto Ustka. Tam ma powstać port schronienia dla niemałych statków, bo liczących nawet 150 metrów długości.

Plan zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich musi uwzględnić wiele wydarzeń, które zaistnieją w bliższej lub dalszej przyszłości.

 

Fot. Kazimierz Netka

Zdaniem Janusza Kasprowicza – zastępcy dyrektora Biura Strategii i Rozwoju Portu w Zarządzie Morskiego Portu Gdańsk, trzeba przewidzieć miejsca tankowania statków paliwem gazowym – LNG. Takie stacje tankowania gazu do napędów jednostek pływających muszą spełniać odpowiednie wymogi bezpieczeństwa i to przy opracowywaniu projektu planu zagospodarowania morza trzeba mieć na uwadze.

Według Andrzeja Cieślaka – oceanografa, specjalisty ds. zagospodarowania morza, plan zagospodarowania polskich obszarów morskich powinien również przewidywać wprowadzenie do żeglugi autonomicznych statków, czyli jednostek bezzałogowych. Takie środki transportu najprawdopodobniej wymagać będą specjalnych warunków, urządzeń, zasad zachowania bezpieczeństwa.

Zenon Kozłowski – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Szczecinie ds. oznakowania nawigacyjnego stwierdził, że chociaż farmy morskich elektrowni wiatrowych są specjalnymi obszarami, to trudno sobie wyobrazić, by w razie konieczności nie szukały tam schronienia jednostki pływające, by przerwać niebezpieczne szkwały, sztormy. Tak samo, obszary te muszą być dostępne w każdej chwili, w razie konieczności, dla statków SAR – Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.

Setki masztów elektrowni wiatrowych utrudni pracę radarów. Kapitan statku we mgle nie będzie wiedział, czy w pobliżu znajduje się statek rybacki, pasażerski, czy wiatrak – ostrzegano.

 

Fot. Kazimierz Netka

Zapewnienie bezpiecznych przejść dla statków między terenami poligonów wojskowych czasowo zamykanych dla żeglugi, pomiędzy terenami morskich farm wiatrowych jest bardzo ważne. Jednak. Trzeba się liczyć z tym, że omijanie tych obszarów może znacząco zwiększyć koszty żeglugi. Zdaniem Ernesta Czermańskiego – zastępcy dyrektora Instytutu Transportu i Handlu Morskiego Uniwersytetu Gdańskiego, koszt dodatkowy może wynieść nawet 200 000 dolarów za jeden rejs, a uwzględniając dodatkową emisję w spalinach z silników: dwutlenku węgla, tlenków siarki, tlenków azotu itp. – drugie tyle, przy nadłożeniu trasy rejsu o około 250 mil morskich.

Marcin Jodko – prezes zarządu Krajowej Izby Producentów Ryb zwrócił uwagę na fakt, że decyzje lokalizacyjne dotyczące umiejscowienia morskich farm elektrowni wiatrowych zostały wydane bez uwzględnienia zwyczajowych tras dojazdowych rybaków na łowiska. Mogą być duże trudności z dotarciem z Ustki, Łeby na łowiska Rynny Słupskiej. Do uzgodnienia jest też sprawa używania narzędzi połowowych na terenach przyszłych farm elektrowni.

 

Fot. Kazimierz Netka

– Chcę zwrócić uwagę państwa na fakt, że z farm elektrowni wiatrowych, które mają powstać na linii od Ustki na wschód, trzeba będzie doprowadzić kilkanaście kabli po dnie morskim na ląd, gdzie są ogromne ograniczenia z przekroczeniem linii brzegowej ze względu na różne formy ochrony – powiedział Andrzej Tyszecki z Biura Ekokonsult. – Jeszcze większe kłopoty mogą być z przeprowadzeniem tych linii w relacjach z krajowym systemem przesyłowym energii elektrycznej. Dzisiaj pracujący system nie posiada zdolności odbioru i przeniesienia tych mocy, które są planowane w dającej się przewidzieć przyszłości. Raczej trzeba patrzeć na to, w których miejscach możliwe jest stworzenie węzłów systemu przesyłowego energetycznego, żeby tę energię wytworzoną na morskich farmach elektrowni wiatrowych odebrać. Możemy bowiem by c w takiej sytuacji, że zdołamy wynegocjować korytarze żeglugowe na morzu, a będzie dużo trudniej włączyć się, czyli przenieść energie elektryczną z morskich farm do systemu przesyłowego.

Debata miała charakter bardzo konstruktywny. Wszystkim stronom zależało, by plan zagospodarowania naszego morza uwzględniał interesy użytkowników morza. Widać było u interesariuszy wolę kompromisów, w razie konieczności.

– Staramy się, by zostały zaspokojone potrzeby interesariuszy; działamy nie tylko na spotkaniach konsultacyjnych – powiedziała nam Anna Stelmaszyk-Świerczyńska – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, kierownik projektu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000. – Ludzie lubią, gdy się z nimi rozmawia;staramy się nie narzucać rozwiązań i tak pracować, by możliwie być efektywnym dla wszystkich interesariuszy; by nikomu nie zablokować korzystania z morza. Nie jest jednak tak dobrze we wszystkich sprawach. Na pewno będziemy mieli problemy przy planowaniu zagospodarowania Zatoki Gdańskiej i Zatoki Puckiej. Tam są sprzecznie wnioski, więc nie można zadowolić wszystkich. Na otwartym Bałtyku jest bardzo ładnie; zrozumienie po obydwu stronach. Z wojskiem nie ma jeszcze ostatecznych rozwiązań dotyczących porozumienia, ale widzę światełko w tunelu. Mam nadzieje, że na Zatoce Gdańskiej też się uda wypracować kompromis, ale łatwo nie będzie – powiedziała pani dyrektor Anna Stelmaszyk-Świerczyńska.

 

Fot. Kazimierz Netka

Opracowywanie planów przestrzennego zagospodarowania morza to w skali świata nowość. Pierwszy taki plan pod koniec lat 90. ubiegłego wieku powstał w Kanadzie, na terenie rafy Zauważono bowiem, że rafy są niszczone i poprzez planowanie postanowiono je chronić. Stąd wzięło się to planowanie zagospodarowania morza.

W tej chwili parcie na morze jest coraz większe. Wynika to z dużego zainteresowania morzem ze strony inwestujących w energetykę wiatrową, w wydobycie surowców. Gdy jedno użytkowanie zaczyna się nakładać na drugie dochodzi do konfliktów interesów. Nie jest już tak, że na Bałtyku byli tylko rybacy i transport. Teraz jest dużo innych działań.

W planowaniu przestrzennym obszarów morskich Polska jest jednym z liderów w Europie i na świecie. Niektóre kraje już takie plany maja, ale te stare plany są bardzo „zgrubne”. Gdy Niemcy wykonywali swój plan, uwidocznili tylko to, co na obszarze objętym planem może być. Nasz, polski plan jest o wiele bogatszy, bardziej skomplikowany – powiedziała Anna Stelmaszyk-Świerczyńska – zastępca dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, kierownik projektu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich w skali 1 : 200 000.

Na spotkaniu w Morskim Instytucie Rybackim się nie skończy. Przewidziane są następne prezentacje projektu planu zagospodarowania przestrzennego polskich obszarów morskich.

Kazimierz Netka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.