Minęły 102 lata od czasu, gdy ORP „Lwów” dobił do jednego z nabrzeży portu Wolnego Miasta Gdańska w lipcu 1921 r. Okręt ten był „gniazdem” polskich kapitanów żeglugi wielkiej i flagową jednostką Szkoły Morskiej w Tczewie. 13 sierpnia 1923 roku, „Lwów”, jako pierwszy polski statek, przekroczył równik, płynąc do Ameryki Południowej

Źródło ilustracji: Tadeusz Dębicki, „Z dziennika marynarza. Na pokładzie „Lwowa” z Gdańska do Rio de Janeiro i z powrotem”, Warszawa 1934.

Piąte wydanie książki „Lwów”, Pierwszy w sztafecie”

Był to pierwszy polski statek oceaniczny pod polską banderą, pierwszy żaglowiec, pierwszy statek szkolny. A właściwie okręt, bo zanim były bark „Nest” trafił pod zarząd cywilny, pływał w barwach Departamentu Spraw Morskich Ministerstwa Spraw Wojskowych.

W lipcu 1920 r. trwają w Warszawie egzaminy do powołanej 17 czerwca tego roku Szkoły Morskiej w Tczewie. W tym samym miesiącu kmdr ppor. kpt. ż. w. Gustaw Kański zostaje delegowany przez wiceadmirała Kazimierza Porębskiego do portów Europy w poszukiwaniu żaglowca dla przyszłych uczniów pierwszej polskiej szkoły morskiej. Jeszcze miesiąc wcześniej był w armii gen. Hallera. Inspektor Szkoły Morskiej i kierownik wydziału nawigacyjnego wyrusza do portów Europy Zachodniej na poszukiwanie statku szkolnego dla przyszłych oficerów polskiej floty handlowej.

Jest Szkoła, musi być statek

Statek ma być solidny, z pomieszczeniami dla kadry i słuchaczy, z miejscem na sale wykładowe i pomieszczenie dla nawigatorów. W grę wchodzi więc jedynie duży żaglowiec. Bo admirał Kazimierz Porębski jest zdania, że „jest Szkoła, musi być statek”. Polską flotę zasilić muszą absolwenci, którzy wiedzę zdobędą w salach wykładowych Szkoły Morskiej. Jednak morskie ostrogi uzyskają jedynie na tradycyjnym żaglowcu. Jest to czas, gdy właśnie tego typu jednostki wypierane są z rynku przez parowce. Zakamarki portów zapełniają się wycofanymi ze służby towarowymi żaglowcami. Prawie w każdym większym porcie można znaleźć kilka cumujących trzy- i czteromasztowców. Choć windjammery jeszcze trzymają się na niektórych szlakach i sprawnie pokonują ryczące 40. i wyjące 50., to zdecydowanie wypierane są przez rosnącą szybko flotę na parę. Kanał Sueski skrócił morskie szlaki komunikacyjne między Europą i Dalekim Wschodem. Na tym szlaku nie ma miejsca na żaglowce. Fileas Fogg już parowcem pokonuje Kanał Sueski, przemierzając oceany i kontynenty w 80. dni dookoła świata. Ceny żaglowców spadają i jest najlepszy czas na ich kupowanie.

Gniazdo dla nawigatorów i mechaników

Kpt. Kański znalazł odpowiedni żaglowiec w okolicach Rotterdamu. Wkrótce do przystani koło Vlaardingen do Kańskiego dołączył mjr marynarki inż. Aleksander Rylke, powołany jeszcze w czerwcu 1920 r. na przewodniczącego Komisji ds. Zakupu Statku. Wybór padł na trzymasztowy bark zbudowany w 1869 r. w Wielkiej Brytanii. Pierwotnie była to 3-masztowa towarowa fregata „Chinsura” ze znaczną ilością miejsc pasażerskich. Kompania Thomas & John Brocklenbank z Liverpoolu eksploatowała statek intensywnie na szlakach między Anglią, Australią i Indiami.

Po kilkunastu latach Anglicy sprzedali statek Włochom. Od 1883 r. bark pływał jako „Lucco”, by w 1915 r., trafić pod flagę holenderskiego armatora Landberg & Zoon z Batawii (dawna nazwa Dżakarty, Indonezja). Armator fregatę przekształcił w bark i nadał mu nazwę Nest (pol. gniazdo). Kupił ją inny Holender J.J.A. van Mel, który sfinalizował kontrakt z przedstawicielami z Polski. Kański i Rylke uznali, że będzie to dobre gniazdo dla polskich nawigatorów i mechaników. Kadłub i takielunek były w dobrym stanie, choć statek liczył już ponad 50. lat. O dobrym stanie statku informowały również dokumenty i certyfikaty, które Mel przedstawił polskim nabywcom. W sierpniu dołącza do Kańskiego i Rylkego por. mar. Tadeusz Ziółkowski z podstawową załogą.

Na zdjęciu: Pomnik kpt. ż. w. Tadeusza Ziółkowskiego – pierwszego dowódcy żaglowca „Lwów” – flagowej jednostki Szkoły Morskiej w Tczewie.

Przebudowa

Statek miał kabiny i ładownie przystosowane do przewozu ludzi. M.in. wożono nim urzędników, oficerów i żołnierzy brytyjskich i holenderskich wojsk kolonialnych. Wymagał jednak przebudowy. Zakładano, że musi mieć możliwość rozmieszczenia około 170 osób. Potrzebne były również silniki i generator. Statek przebudowano w stoczni Van der Vindt w Vlaardingen. Okazało się, że w stoczni angielskiej, która zbudowała żaglowiec nie ma jego dokumentacji. Na wysokości zadania stanęli polscy inżynierowie, którzy nadzorowali Holendrów w przebudowie jednostki.

Kmdr ppor. inż. Aleksander Rylke (późniejszy profesor Politechniki Gdańskiej), kpt mar. inż. Wojciech Musiałkowski oraz kmdr ppor. inż. Władysław Morgulec doprowadzili statek do stanu, który zapewniał zarówno dobre warunki do długotrwałej eksploatacji jednostki. Również przyszłym adeptom marynarki handlowej zapewniono dobre warunki bytowe i odpowiednie pomieszczenia do nauki w czasie długotrwałych rejsów. Kadłub żaglowca został pomalowany na czarno, z białym pasem bateryjnym i imitacjami ambrazur (otworów strzelniczych dział okrętowych). Statek otrzymał nazwę „Lwów”, miasta bohatera, które 22 listopada 1920 r. jako pierwsze miasto II Rzeczypospolitej odznaczone zostało Krzyżem Virtuti Militari przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego: „za zasługi położone dla polskości tego grodu i jego przynależności do Polski”.

Pierwsza załoga

Dowódcą ORP „Lwów” 15 kwietnia 1921 r. został por. mar. Tadeusz Ziółkowski, który zdobywał doświadczenia w rejsach oceanicznych na niemieckich windjammerach. Jego zastępcą i starszym oficerem został kpt mar. Władysław Zalewski. Drugim oficerem wachtowym: por mar kpt. ż. w. Cezary Kościesza „Żaba”. Trzecim oficerem: por. mar. Daniel Jaroszewicz. W pierwszej załodze znaleźli się bosmani: Górski, Stefański, Kaleta oraz żaglomistrz Jan Leszczyński, cieśla Feliks Owsik, motorzysta Feliks Sobieraj oraz radiotelegrafista Alojzy Kwiatkowski. Remont zakończono na początku lipca.

20 lipca 1921 r. por. mar. Tadeusz Ziółkowski zacumował w Gdańsku. Po krótkim pobycie w gdańskiej stoczni i wstawieniu dodatkowych grodzi, na statku zamustrowali uczniowie, którzy mieli za sobą już pierwszy rok kształcenia teoretycznego w Tczewie. Uroczyste podniesienie białoczerwonej bandery odbyła się 4 września. Banderę podarowało miasto Lwów, a wyhaftowały ją Lwowianki. Przywiózł ją dr Leonard Stahl, wiceprezydent Lwowa, jego obrońca i uczestnik wojny polsko – bolszewickiej. W uroczystości mszy świętej i poświecenia bandery „Lwowa”, która odbyła się na wodach Zatoki Gdańskiej, wziął udział gen. Mariusz Zaruski.

Rejsy i sztormy

Potem rozpoczęły się intensywne dni szkolenia i rejsy, najpierw po Bałtyku i do portów Europy. Potem nadszedł czas na rejs atlantycki. Rejsów by nie było, gdyby nie determinacja wiceadmirała Kazimierza Porębskiego i pomysłowość kapitanów Ziółkowskiego i Stankiewicza, którzy przekonali decydentów, że „Lwów” może na siebie zarobić z frachtu za przewożony ładunek. Tak kandydaci na kapitanów i mechaników poznawali nie tylko tajniki żeglowania ale również ształowania i morskiego biznesu. Dzięki temu „Lwów” dotarł do Liverpoolu. Był w Kopenhadze, Hawrze i Genui, Tallinie, Rydze i Helsinkach. Dotarł do Rio de Janeiro oraz Santos i Paranagua. We wszystkich portach, które „Lwów” odwiedzał poszukując ładunku była to pierwsza jednostka pod polską banderą.

Bowiem „Lwów” docierał nie tylko do portów Bałtyku i Morza Północnego. Z ładunkiem i słuchaczami zapuszczał się na akweny Morza Śródziemnego, Czarnego, oraz Atlantyku. Gdzie zacumował, wywoływał sensację i zainteresowanie, swoim nietypowym wyglądem, białoczerwoną banderą i polską załogą. W wielu portach mieszkańcy i miejscowe władze organizowały dla kadry i polskich marynarzy specjalne spotkania i wydawały przyjęcia. „Lwów” poniósł polską banderę do wielu portów. Przeszedł wiele sztormów.

Ale groźniejsze niż sztormy było podejście wielu Polaków do spraw morskich. Dowództwo „Lwowa” przez cały okres jego działalności borykało się ciągle z problemami finansowymi. Za czasów rządów Wincentego Witosa Szkoła Morska i statek szkolny postrzegane były jako „mrzonki”. Witos nie był w takim podejściu odosobniony. Niektórzy urzędnicy i politycy, nawet gdy trwała już budowa portu w Gdyni, wciąż nie pojmowali, że Polska Morska, to kraj otwarty na świat. Dla wielu z nich morski biznes to były mrzonki.

Żaglowiec zakończył służbę pod białoczerwoną banderą w 1929 r. Po nim pałeczkę przejął „Dar Pomorza”, który 13 lipca 1930 r. podniósł banderę w dynamicznie rozbudowującej Gdyni. Od 1930 r. „Lwów” wrócił pod banderę Marynarki Wojennej RP. Najpierw wykorzystywany był jako pływające koszary dla załóg okrętów podwodnych. Zakończył służbę jako magazyn. W 1938 r. został przekazany na złom.

W piątym wydaniu książki „Lwów”, Pierwszy w sztafecie” możemy przeczytać nie tylko o losach „Lwowa”, o tym jak w tamtych czasach przebiegały szkolenia kandydatów na morskich oficerów, jak się żywiono i jak zarabiano, by „Lwów” mógł pływać, jak przebijano się przez urzędnicze bariery niemocy i kto najlepiej zasłużył się dla realizacji kursu wyznaczonego przez nieliczne grono budujących Polskę Morską. Autorzy książki „Lwów”: Daniel Duda i Zbigniew Urbany’i opisują losy statku i jego absolwentów. Książka zawiera wiele zaktualizowanych informacji, w tym o jednym z jej autorów, redaktorze Zbigniew Urbany’i, który poświęcił wiele sił, by Polska była morska. Książka została wydana z inicjatywy Mirosława Augustyna, starosty tczewskiego, który w słowie wstępnym dziękuje prof. Danielowi Dudzie za „nieustanne kultywowanie historii tczewskiej Szkoły Morskiej”. Książka zawiera wiele ilustracji i reprodukcji, których nie spotkamy nawet na morskich portalach. Trafia na rynek gdy pod polską banderą mamy tyle okrętów i statków handlowych co w 1939 r.

Zdjęcia archiwalne: Dawny Tczew, www.dawnytczew.pl (pierwsza publikacja www.gospodarkamorska.pl) .

Marek Grzybowski

Proszę, czytaj również na portalu: Pulsarowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *