Suwerenność cyfrowa Polski oraz Europy. 92 proc. danych państw zachodnich jest przechowywanych i przetwarzanych w USA. Planowana polska ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) utknęła w martwym punkcie

Fot. PAP MediaRoom – kadr z filmu.

Wiele emocji budzą przepisy dotyczące uznawania firm technologicznych, m.in. z Azji, za dostawców wysokiego ryzyka. Odcinamy się od reszty świata

Firmy technologiczne mogą zwyczajnie zacząć nas omijać. Wśród 20 najpotężniejszych „big techów” nie ma żadnej firmy z Europy.

Dywersyfikacja dostawców, przeciwdziałanie dyskryminacji, bezpieczeństwo krytycznej infrastruktury oraz jasne zasady współpracy z gigantami technologicznymi to najważniejsze elementy w dążeniu do cyfrowej suwerenności. Natomiast na drugim biegunie stoją uznaniowe próby wykluczania wybranych kontrahentów i tworzenie nowych monopoli. Takie są wnioski uczestników konferencji „Suwerenność cyfrowa – utopia czy realna szansa”.

Jeżeli nie jestem suwerenny technologicznie, to nie jestem wolny i nie jestem bezpieczny – mówi Krzysztof Dyki, prezes ComCERT. Tymczasem 92 proc. danych państw zachodnich jest przechowywanych i przetwarzanych w USA, a wśród 20 najpotężniejszych „big techów” nie ma żadnej firmy z Europy.

Eksperci przyznają, że monitorowanie GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon) jest niewykonalne. Facebook może np. zablokować konto legalnie działającej partii politycznej, a Twitter profil byłego prezydenta.

„Największym wyzwaniem i swoistą kwadraturą koła jest to, że o ile systemy prawne, kraje, nawet organizacje gdzieś mają granice, to technologia już tych granic nie ma. I jak regulować technologię z tej perspektywy?” – zastanawiał się prof. dr hab. Maciej Rogalski z Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Cyfrowa suwerenność w Europie musi być pilnie wzmocniona.

„Wiele państw europejskich, szczególnie tych najbardziej rozwiniętych cyfrowo jak Estonia, Niemcy czy Finlandia, zwraca uwagę, że suwerenność cyfrowa w Europie musi być wzmocniona. Możliwości technologiczne Europy muszą być bardziej wykorzystywane” – stwierdził Krzysztof Gawkowski, przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy.

Tymczasem planowana ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) utknęła w martwym punkcie. Wiele emocji budzą przepisy dotyczące uznawania firm technologicznych za dostawców wysokiego ryzyka. Kryteria są tak sformułowane, że de facto mogą wykluczać dostawców z Azji. Eksperci biorący udział w debacie są zgodni w jednej kwestii. Wprowadzanie jakichkolwiek regulacji lokalnie nie ma żadnego sensu. Uderzając w mechanizmy wolnego rynku, odcinamy się od reszty świata, bo firmy technologiczne mogą zwyczajnie zacząć nas omijać.

„Duży wymiar w kontekście cyberprzestrzeni mają kwestie legislacyjne, w tym nowelizacja krajowego systemu cyberprzestrzeni czy w ogóle myślenie o tym, jak powinno być skonstruowane prawo dlatego, że KSC jest takim elementem, który dotyczy nas wszystkich, całej rzeczywistości cyfrowej” – mówił poseł Gawkowski.

Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland wskazał, że odchodzenie od globalizacji, przenoszenie produkcji do własnego kraju, dublowanie fabryk, będzie podbijać ceny, a odpowiedzią na zagrożenia w postaci np. odcięcia gospodarczego od pewnych produktów czy usług jest poszukiwanie międzynarodowej współpracy w ramach np. UE oraz standaryzacja.

„Suwerenność powinna być pojmowana nie na poziomie narodowym, czyli wykluczenia usługodawców amerykańskich czy teraz chińskich, ale poprzez standaryzację, czyli budowanie pewnych interfejsów po to, żeby łatwo było zmieniać dostawców w przyszłości” – stwierdził.

Jednak jeśli jakiekolwiek regulacje miałyby mieć sens, to tylko wprowadzone we współpracy międzynarodowej, np. na poziomie Unii Europejskiej. Co ważne, nie może się to odbywać na drodze politycznej, jak ma to miejsce w przypadku ograniczenia udziału dostawców spoza Europy przy budowie sieci 5G. O tym aspekcie mówił podczas dyskusji poseł Konfederacji, Krzysztof Bosak:

„Przepisy w sprawach technologicznych nie powinny zawierać tworzenia jakiś komitetów politycznych, które będą podejmować arbitralne decyzje, np. o wykluczeniu z rynku graczy z jakiegokolwiek kierunku”.

Drugi z panelistów, prof. Maciej Rogalski z Uczelni Łazarskiego zauważył, że pobudki polityczne mogą przestać być aktualne za 2-3 lata. Tymczasem podjęte teraz decyzje będą dotyczyć technologii, która zostanie z nami znacznie dłużej.

W opinii Krzysztofa Dyki, prezesa ComCERT wolność w informatyce oznacza swobodę wyboru technologii i produktów, wykorzystywanych w zakresie projektowania, wdrażania, konfigurowania systemów, a później swobodę wyboru w zakresie tworzenia usług, które działają na określonej infrastrukturze.

Świat cyfrowy to obszar infrastruktury i usług, których jesteśmy konsumentami. Zdaniem uczestników debaty suwerenność cyfrowa i bezpieczeństwo informacji odnosi się do trzech obszarów: infrastruktury, urządzeń końcowych użytkowników oraz dostawców oprogramowania – głównie globalnych korporacji technologicznych. W każdym z tych obszarów ważna jest możliwość wyboru, by nie tworzyć monopolu ograniczającego możliwości rozwoju.

„Suwerenność fizyczną możemy tworzyć, regulować dekretami, ale oprogramowanie, na którym umownie to wszystko >>jeździ<<, tworzą jednak firmy globalne. Widać to było na starcie pandemii, gdy pojawiły się aplikacje na smartfony do śledzenia kontaktów społecznych. Po pierwszych eksperymentach rządy musiały szybko pójść do Google i Apple z prośbą o standard technologiczny” – powiedziała Katarzyna Szymielewicz, prezes Fundacji Panoptykon.

Przyznała, że monitorowanie globalnych graczy jak GAFA jest niewykonalne – chyba, że przez nich samych, bo tylko oni mają do tego algorytmy. Dlatego nie da się zbudować niczego bez ich udziału.

„Państwo nie może sobie wyobrazić, ani tym bardziej zrealizować, własnej przestrzeni cyfrowej, gdyż jest to utopia, ale może negocjować wartości ważne dla siebie, takie jak sfera wolności, bezpieczeństwa, ochrony konsumenta. Zabezpieczać ważne dla demokracji fundamenty, jak debata publiczna czy media” – podkreśliła.

Ekspertom wtórują politycy. „Rolą państwa jest dbanie o swoje interesy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wyprodukować sami wszystkiego, to przynajmniej powinniśmy zaopatrywać się u różnych dostawców” – zaznaczył Krzysztof Bosak, współzałożyciel i jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość, poseł na Sejm.

Jego zdaniem dla budowania suwerenności kluczowe jest po pierwsze zapobieganie centralizacji, czyli kontrolowaniu głównych węzłów infrastruktury przez jednego czy dwóch biznesowych graczy. Po drugie – nieuzależnianie się od żadnego gracza, a po trzecie wspieranie interoperacyjności, a nie izolowanych, zamkniętych systemów.

„Ważną kwestią jest również posiadanie zdolności, iż w krytycznych momentach (jak konstytucyjne stany wyjątkowe) można utrzymać działanie infrastruktury obsługującej ruch sieciowy lub też, jeżeli taka jest racja stanu lub wynika to w danym momencie, wyłączyć ją” – uważa Krzysztof Bosak.

Scentralizowany świat globalnego internetu, zdominowany przez wielkie firmy technologiczne, wymaga dyskusji o roli państw i pojęciu suwerenności.

Na pytania, czym jest suwerenność cyfrowa czy szerzej suwerenność technologiczna i jak ją budować, odpowiadali eksperci i politycy w trakcie konferencji „Suwerenność cyfrowa – utopia czy realna szansa”, zorganizowanej 25 stycznia przez Ośrodek dialogu i analiz THINKTANK, w Centrum Prasowym PAP. THINKTANK od ponad dekady zajmuje się tematyką transformacji cyfrowej i jej konsekwencji dla społeczeństwa i sfery publicznej. Współpracuje również z KPRM – departamentem cyfryzacji oraz Gov.Tech. Konferencję można obejrzeć w całości pod linkiem.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Źródło informacji: https://pap-mediaroom.pl/

Czytaj również na portalu: Pulsarowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.